Pechito z DS Virgin Racing na 10. miejscu w Buenos Aires

Zespół DS Virgin Racing w optymistycznym nastroju przyjechał do Buenos Aires na trzeci wyścig w sezonie. Rok wcześniej Sam Bird zwyciężył na tym torze, z kolei Jose Maria Lopez, jedyny Argentyńczyk w stawce, miał za sobą wsparcie całej publiczności. Niestety, tego dnia los nie był im zbyt przychylny.


Pierwsze sesje treningowe potwierdziły wysoką formę zespołu i kierowców. Jose Maria osiągnął najlepszy czas w FP1, a Sam – w FP2. Zmienna pogoda pokrzyżowała ich plany. W efekcie Sam zakończył kwalifikacje na dziesiątym miejscu, a Jose Maria, po zderzeniu ze ścianą – na osiemnastym.


Gdy na torze zapaliło się zielone światło, obaj kierowcy pokazali, że nie mają zamiaru się poddawać. Bird awansował na dziewiąte miejsce, a Lopez wskoczył na siedemnaste tuż przed neutralizacją na drugim okrążeniu. Na czwartym kółku bolid Sama znalazł się w ciasnym zakręcie pomiędzy innym samochodem a ścianą, czego skutkiem była poważna usterka tylnego lewego zawieszenia. Bird dotoczył się do boksów na piątym okrążeniu, aby szybko przesiąść się do drugiego bolidu. Chciał uratować cokolwiek z tego pechowego wyścigu i podjąć próbę wykonania najszybszego okrążenia.


Gdy wrócił na tor, niemal mu się udało – osiągnął najlepszy czas, został jednak później pobity przez Feliksa Rosenqvista. Nie poddawał się i walczył o jeszcze lepszy czas, jednak brawurowa jazda przy słabej przyczepności toru zakończyła się zderzeniem ze ścianą na końcowym etapie wyścigu.

 

W międzyczasie Jose Maria Lopez nadrabiał straty i wyprzedził Nicka Heidfelda, awansując na piętnaste miejsce na 17. okrążeniu. Chwilę później pokonał Daniela Abta, pokazując doskonałe umiejętności zarządzania energią – gdy na 19. okrążeniu większość stawki zjechała na pit-stop, Jose pozostał na torze. Odwiedził boksy dopiero na dwudziestym kółku, gdy zostało mu zaledwie 1% energii w akumulatorach.


Wrócił na tor na czternastym miejscu, podejmując drugi atak na Stephane’a Sarrazina w jego Venturi. Na 31. okrążeniu wywiązała się zacięta walka pomiędzy tą parą oraz Antonio Feliksem da Costa. Lopez dwukrotnie próbował wyprzedzić ich po wewnętrznej, co zakończyło się pokonaniem Sarrazina na 32. okrążeniu i awansem na trzynastą lokatę. Później wyprzedził Robina Frijnsa, finalnie znalazł się na dziesiątej pozycji, którą zdobył na 36. kółku. Zwyciężył Sebastien Buemi, za nim metę pokonali Jean-Eric Vergne i Lucas di Grassi.


Alex Tai, Szef Zespołu, powiedział: “To był dla Sama ciężki wyścig. Zaprezentował doskonałe tempo w sesjach treningowych, gdyby nie wypadek, z pewnością osiągnąłby doskonały wynik. Postępy, jakie robi Pechito, są zachwycające. Dziś pokazał prawdziwą pasję do ścigania. Jestem przekonany, że w tym sezonie osiągnie bardzo wiele i będziemy go podziwiać na podium. Chcę podziękować zespołowi DS Performance oraz inżynierom za nieustanną pracę nad rozwojem naszego samochodu. Jeżeli utrzymamy ten poziom zaangażowania, wyniki pojawią się same”.


„To był dobry wyścig dla Pechito.” – skomentował Dyrektor DS Performance Xavier Mestelan Pinon. „Późna wizyta w boksach pokazuje jego doskonałe umiejętności zarządzania energią samochodu. To dopiero trzeci wyścig Formuły E, w którym bierze udział, a już widać niesamowite postępy, jakie zrobił. Sam miał dziś pecha, jednak czasy, jakie osiągał, były świetne. Jego wyniki w połączeniu z późniejszym tempem Pechito to dowód, że nasz DSV-02 to doskonały, szybki bolid”.


Jose Maria Lopez powiedział po wyścigu: „Wyprzedzanie innych kierowców przed moją publicznością było dla mnie dużą satysfakcją. Potwierdziłem, że jestem dobry w zarządzaniu energią bolidu, z każdą minutą spędzoną w DSV-02 zyskuję pewność siebie i sportową agresję”.


„Takie dni, jak dziś, po prostu się zdarzają” – skomentował Sam Bird. „Mimo tego byłem zadowolony z czasów, jakie osiągał samochód na wczesnym etapie wyścigu. Mam nadzieję, że powalczymy w Meksyku!”.